Przygody Mariusza K. (20)

„Uniesienie skandującego K. udzieliło się całej sali. Ludzie wstawali z miejsc, nagradzali go brawami. Wykładowca skłonił się z szacunkiem. Wreszcie ktoś docenił, pomyślał pokraśniały na twarzy Mariusz, w dodatku nie byle kto – ludzie wykształceni, inteligencja! Zawsze podświadomie czuł w sobie uśpiony potencjał i tylko ów zacofany, skostniały świat w swej poznawczej ciasnocie tłamsił jego samorozwój. Ale my ruszymy z posad tę siermiężną bryłę! – odgrażał się w zaciszu swych snów o potędze.(…)”

Przygody Mariusza K. (19)

„Nadszedł czas i Mariusz wiedział o tym, wyczytał ów fakt – jak co dzień – z oblicza Klaudyny J., a także z jej wyciągniętej, nieznającej sprzeciwu dłoni. Choć nie miał zdolności profetycznych, K. bezbłędnie ujrzał swój przypieczętowany los na liniach papilarnych owej drobnej, tak kochanej rączki. Kapitulując milcząco, położył na niej pilota od telewizora.(…)”

Przygody Mariusza K. (18)

„Mariusz odetchnął z ulgą, lecz zaraz znów zmitygował samego siebie. Z rzadka tylko oddychając, ruszył szybkim krokiem w kierunku piekarni, gdzie oto triumf nieubłagany odnosiła – napiętnowana srodze jako grzech główny – żądza pieniądza nad podniosłym postulatem społecznej sprawiedliwości w zakresie powszechnego odpoczynku od pracy w święto narodowe (…)”

Przygody Mariusza K. (17)

„Tak oto stojący w drzwiach swojego mieszkania Mariusz poddał się badaniu, a odpowiedzi na kolejne zadawane pytania natychmiast skrupulatnie odnotowywano w nieskończenie cierpliwej i, podobnie do starego dobrego papieru, gotowej przyjąć wszystko elektronicznej pamięci. Przyjęła ona zatem do wiadomości bez słowa sprzeciwu, iż K. nie posiada samochodu, prawa jazdy, konta w banku ani nawet, co szczególnie zdawało się bulwersować przybocznych, konta na Facebooku.(…)”

Przygody Mariusza K. (16)

„Telefon dzwonił, a Mariusz patrzył, wściekły na samego siebie zarówno z powodu swej naiwności, jak również samego faktu spełnienia nieubłaganej zapowiedzi. Z raz nadanym biegiem sprawy nie da się już zatrzymać; Behemot biurokratycznego perpetuum mobile nadciągał właśnie, by przejechać po nim.(…)”

Przygody Mariusza K. (15)

„Oto i odnalazł dom, gdzie mieszkała lepsza przyszłość, izbę swojego własnego Nowego Wspaniałego Jutra. Poczuł już jego przedsmak zaklęty w płaskim uśmiechu naturalnej wielkości nadruku kobiety na ścianie. Z rozdziawioną twarzą Mariusz stanął przed wejściem do Świątyni Ciała.”

Przygody Mariusza K. (14)

„O godzinie 6:45 dryfującego po buczącym oceanie rtęci pośród rozbłysków synaps Mariusza K. brutalnie wyrwano ze snu i bezpardonowo rzucono w wir dnia. Zmiany, a zarazem uosabiająca je pełna dezaprobaty mina Klaudyny J., nie znały litości. Jak w przypadku każdej rewolucji były tylko dwa wyjścia: przyłączyć się lub zginąć. Zobaczywszy, co zostało podane na śniadanie, Mariusz zaczął żałować, że nie wybrał tego drugiego.(…)”

Przygody Mariusza K. (13)

Pewnego słonecznego popołudnia zza zachodniej granicy przybyła do kraju P. nieustraszona para poszukiwaczy przygód – Rajmusz Brunatny oraz Dynna z Klanu Białej Chmury, którzy to zwabieni obietnicą niewyobrażalnych bogactw podjęli się zadania wytropienia i ujęcia niejakiego Na’Zyjolla – nikczemnego pachołka ciemnych sił, nazywanego zazwyczaj Autorem, gdyż bano się wymawiać głośno jego prawdziwe imię. P., niegdyś […]

Przygody Mariusza K. (12)

„(…)Jeszcze nim dotknął on chodnika, kolejny papieros płonął już, gotów zasilić życiodajnym produktem spalania nigdy nie gasnącą wewnętrzną pogardę wszechrzeczy, której nie potrafili wyrazić w swych monumentalnych traktatach najtężsi z filozofów na przestrzeni dziejów, a tak łacno oddawał jej istotę z każdym wydmuchanym obłoczkiem dymu Imć Cieć herbu Grabie.”

Przygody Mariusza K. (11)

„Dobrze znany przysadzisty, szary budynek jak zwykle powitał Mariusza pełnym wzgardy milczeniem właściwym konstrukcjom z betonu, jakby wcale nie zdziwił go jego powrót. A dlaczego niby miałby? – zamyślił się Mariusz. Pewnie nie takich już przerabiał, a z niego żaden McMurphy przecież nie był (choć niektórzy mówili, że ma zakola jak Nicholson).(…)”