Fantasmagoria #36 – „Wybór Irgali” (wersja poprawiona)

– To surowi ludzie, moja droga. Muszą tacy być, by przetrwać.

– Dlaczego zamieszkują góry?

Irgala spojrzała na odległe szczyty. Tu, gdzie elfki się zatrzymały, niebo było czyste, ciepły wiatr pieścił nieregularnymi chuchnięciami. Nad górami Egradad wisiały skłębione chmury, niby zmaterializowana groźba.

– Po powrocie młodzieńca odbywała się ceremonia nadania egr – najbardziej podniosły rytuał. Ów wybrany przez chłopca zaostrzony kamień odtąd staje się jego drugim sercem, duszą człowieka gór, symbolem wiary. Kamienny nóż egr wkłada się do skórzanej sakwy i zawiesza na szyi młodego mężczyzny, gdzie ma być noszony aż do jego śmierci (…)

Fikcja #47 – „Kałamarze”

Znała wszystkie tutejsze męty. Mogła opowiedzieć historię każdej żyłki na czerwonych, zniekształconych na skutek niezliczonych bijatyk nosach. To tutaj wśród trzasku drewnianych kubków, gwaru słów świszczących w dziurach po wybitych zębach i stukotu ciskanych na stół kości koncentrowało się miejscowe życie. Lemmie Pastereczka wkroczyła w nie pewnym krokiem artystki wchodzącej na scenę. Bo dla niej był to zaledwie krótki występ, chwilowy powrót do zostawionej za sobą już na zawsze przeszłości.(…)

Fantasmagoria #35 – „Królowa”

Nazywała mnie dziadkiem. Ciekawskie oczy z uwagą obserwowały kolekcję wypełniających mój dom różnorakich cennych przedmiotów, przywiezionych z najdalszych zakątków świata. Nie była w ciemię bita – szybko zorientowała się, kim byłem w młodości. Zadawała mnóstwo pytań. Wieczorami parzyłem sobie gorzkie zioła (alkohol zawsze napawał mnie wstrętem), nabijałem fajkę i opowiadałem, ona zaś siadała na dywanie przy moim fotelu. Nie odrywając ode mnie płonącego wzroku, chłonęła każde słowo.(…)

Fantasmagoria #34 – „Przewrót”

Tej nocy po raz kolejny Er’kara nawiedził Mówca.

Stary ork był świadom jego obecności, jeszcze zanim intruz wtargnął, by ponownie roztaczać przed nim swoje wizje. Nocnego przybysza zawsze zdradzał cichy klekot zawieszonych maleńkich kości.

Mrok spokojnej, cichej nocy zgęstniał. Ciemność zafalowała, otworzyła bezmiar swej głębi i Er’kar runął w otchłań. Spadał, bezcielesny i bezbronny, w milczącym towarzystwie Mówcy. To był jego świat, utkany mocą słów. Tutaj ork nie miał swych mocarnych ramion, którymi mógłby zmiażdżyć słabe ludzkie ciało – był bezwolnym widzem, zmuszonym, by patrzeć.(…)

Fantasmagoria #31 – „Na gruzach” (cz. 2/2)

Wielka postać wyszła z półmroku całkowicie bezszelestnie. Masywne ostrze kołysało się złowrogo w rytm kroków Goru. W krysztale miecza odbijał się blask ognia. Szkarłatne oczy też płonęły. Emanująca od pana siła aż przytłaczała. Palce Gazzoba zacisnęły się mocniej na pochodni. Poczuł się mały i słaby. Mimo to popatrzył śmiało w twarz olbrzyma przed sobą.

– Złóż broń i oddaj mi pokłon! – zawołał, starając się ukryć drżenie (…)

Fantasmagoria #29 – „Na szczycie wieży” (cz.2/2)

„Na cokole zaś górował nad ową trójką jegomość w eleganckim odzieniu. Pomimo mizernej postury jego dumnie wyprostowana postać budziła respekt – zaimponowało mi, jak rzeźbiarz potrafił stworzyć taki efekt. Człowiek z cokołu miał oczy przesłonięte opaską, pod orlim nosem zaciśnięte w wyrazie srogości usta ledwo było widać spod sumiastego wąsa. Największe zdziwienie budziło jednakże to, co trzymał w dłoniach. W lewej, wyciągniętej do wygrażającego pięściami mężczyzny, spoczywało kilka monet, w prawej zaś dzierżył miecz o długim ostrzu, który wznosił do ciosu, jakby nieświadom, że mierzy w bezbronną kobietę z dzieckiem, a ta, całkowicie daremnie, zasłania się przed bezprawnym atakiem. (…)”

Fantasmagoria #26 – „Zamek”

„W niezmierzonych przestrzeniach sali znów zaległa cisza, nawet ślad nie został po rozszalałym ogniu, nienaturalnej ciemności i eksplozjach. Pulchny mężczyzna leżał bez ruchu, twarzą na podłodze. Z nosa ciekła mu cienka strużka krwi. Wysoki nie spiesząc się, podszedł bliżej i stanął nad nim z rękami znów splecionymi za plecami.”

Fantasmagoria #24 – „Sukcesja”

„(…)Celem ich podróży okazała się otoczona umarłymi drzewami polana. W cieniu dziwnie cichego lasu, pośród zeschłych traw król i jego świta dojrzeli kilkumetrowy dół oraz kamienne schody prowadzące pod ziemię. Tam też w mroku majaczyły solidne drzwi.

– Musisz tam zejść, panie. Sam – oznajmił Astrolog.”