Przygody Mariusza K. (23)

Krzaki nieopodal ławki zaszumiały ostrzegawczo, lecz było już zbyt późno na reakcję; przez cholernego gadułę Mariusz stracił czujność. Najpierw zza zasłony gałęzi wyłoniły się plastikowe grabie, potem papierosowy dym, następnie zaś już cała emanująca niewysłowioną pogardą dla otoczenia postać. Ogrodnik skrzywił ogorzałe oblicze, wyćwiczonym ruchem warg przemieścił papierosa z lewego ich kącika na prawy, wolnym półgębkiem splunął niedbale. Wystudiowanym krokiem podszedł do ławki i stanął ponad siedzącymi na niej, wsparty na stylisku grabi. Napawał się odniesionym, długo oczekiwanym zwycięstwem, starannie dozując napięcie – zastygły w niemej grozie Mariusz był tego świadom.(…)

Reklama

Przygody Mariusza K. (22)

K. zobaczył przed sobą ciągnący się w dal korytarz szpitala. Poznał go natychmiast, wszak w sennych koszmarach odwiedzał to miejsce nader często. Wszystko się zgadzało: jarzeniówki, zielone linoleum, odłażąca gdzie nie gdzie farba oraz rzędy drzwi po obu stronach, i każde wyglądały, jakby lada chwila miała zza nich wybiec Sarah Connor z ułamanym kijem od mopa w rękach oraz mordem na twarzy.(…)

Fantasmagoria #36 – „Wybór Irgali” (wersja poprawiona)

– To surowi ludzie, moja droga. Muszą tacy być, by przetrwać.

– Dlaczego zamieszkują góry?

Irgala spojrzała na odległe szczyty. Tu, gdzie elfki się zatrzymały, niebo było czyste, ciepły wiatr pieścił nieregularnymi chuchnięciami. Nad górami Egradad wisiały skłębione chmury, niby zmaterializowana groźba.

– Po powrocie młodzieńca odbywała się ceremonia nadania egr – najbardziej podniosły rytuał. Ów wybrany przez chłopca zaostrzony kamień odtąd staje się jego drugim sercem, duszą człowieka gór, symbolem wiary. Kamienny nóż egr wkłada się do skórzanej sakwy i zawiesza na szyi młodego mężczyzny, gdzie ma być noszony aż do jego śmierci (…)

Fikcja #47 – „Kałamarze”

Znała wszystkie tutejsze męty. Mogła opowiedzieć historię każdej żyłki na czerwonych, zniekształconych na skutek niezliczonych bijatyk nosach. To tutaj wśród trzasku drewnianych kubków, gwaru słów świszczących w dziurach po wybitych zębach i stukotu ciskanych na stół kości koncentrowało się miejscowe życie. Lemmie Pastereczka wkroczyła w nie pewnym krokiem artystki wchodzącej na scenę. Bo dla niej był to zaledwie krótki występ, chwilowy powrót do zostawionej za sobą już na zawsze przeszłości.(…)

Przygody Mariusza K. (21)

Klaudyna, jak zauważył K., również była wyraźnie poruszona. W szczerym odruchu swego wrażliwego, współczującego serca wywiesiła na balkonie państwową flagę przewiązaną czarną wstążką. Mariusz w rysującym się przed nim krajobrazie okien sąsiedniego bloku zauważył falujący na wietrze las podobnych flag – rzecz niespotykaną nawet w święto odzyskania niepodległości. Okoliczności jednakże były bezprecedensowe.(…)

Fantasmagoria #35 – „Królowa”

Nazywała mnie dziadkiem. Ciekawskie oczy z uwagą obserwowały kolekcję wypełniających mój dom różnorakich cennych przedmiotów, przywiezionych z najdalszych zakątków świata. Nie była w ciemię bita – szybko zorientowała się, kim byłem w młodości. Zadawała mnóstwo pytań. Wieczorami parzyłem sobie gorzkie zioła (alkohol zawsze napawał mnie wstrętem), nabijałem fajkę i opowiadałem, ona zaś siadała na dywanie przy moim fotelu. Nie odrywając ode mnie płonącego wzroku, chłonęła każde słowo.(…)

Fantasmagoria #34 – „Przewrót”

Tej nocy po raz kolejny Er’kara nawiedził Mówca.

Stary ork był świadom jego obecności, jeszcze zanim intruz wtargnął, by ponownie roztaczać przed nim swoje wizje. Nocnego przybysza zawsze zdradzał cichy klekot zawieszonych maleńkich kości.

Mrok spokojnej, cichej nocy zgęstniał. Ciemność zafalowała, otworzyła bezmiar swej głębi i Er’kar runął w otchłań. Spadał, bezcielesny i bezbronny, w milczącym towarzystwie Mówcy. To był jego świat, utkany mocą słów. Tutaj ork nie miał swych mocarnych ramion, którymi mógłby zmiażdżyć słabe ludzkie ciało – był bezwolnym widzem, zmuszonym, by patrzeć.(…)

Fantasmagoria #33 – „Skok”

„Odruchowo spojrzał na następną oddzieloną od nich kilkoma metrami otchłani skałę. Tam również jakaś postać, z pewnością kobieta, trwała w bezruchu. Podobnie jak oni siedziała na płaskim wierzchołku skalnym o średnicy około dziesięciu kroków. Dokoła jak okiem sięgnąć nie było nic poza nieregularnie wyrastającymi owymi wąskimi płaskowyżami, których podstawy ginęły w mglistych ciemnościach. Pod zasnutym ciemno-żółtymi chmurami niebem byli tylko oni, świszczący wśród kamieni wiatr i krakanie, które znów zdawało się przybliżać.(…)”

Przygody Mariusza K. (20)

„Uniesienie skandującego K. udzieliło się całej sali. Ludzie wstawali z miejsc, nagradzali go brawami. Wykładowca skłonił się z szacunkiem. Wreszcie ktoś docenił, pomyślał pokraśniały na twarzy Mariusz, w dodatku nie byle kto – ludzie wykształceni, inteligencja! Zawsze podświadomie czuł w sobie uśpiony potencjał i tylko ów zacofany, skostniały świat w swej poznawczej ciasnocie tłamsił jego samorozwój. Ale my ruszymy z posad tę siermiężną bryłę! – odgrażał się w zaciszu swych snów o potędze.(…)”