Przygody Mariusza K. (21)

Noc nie przyniosła ukojenia. Od wczorajszego wieczoru niezgłębioną duszę Mariusza niczym biblijny miecz boleści przeszywał smutek. Ledwie wstał z łóżka, nie mógł znaleźć sobie miejsca, i nawet oglądanie ulubionych programów publicystycznych nie poprawiło mu humoru. Zgromadzeni w studiu wielce czcigodni posłowie na Sejm Najjaśniejszej Rzeczpospolitej tym razem nie oddawali się bez reszty bezinteresownej walce o dobro Polaków, polegającej na wyjaśnianiu, iż wszelkie problemy tego kraju są skutkiem działań partii rządzących przed nimi. Przedstawiciele kolejnego już najlepszego rządu od czasu transformacji ustrojowej – siedzieli przygaszeni jak latarka z niemal rozładowanymi bateriami. Tego dnia nikt nie podnosił głosu w debacie, nikt nie żalił się, że on panu nie przerywał. Nawet najbardziej fanatyczni weterani walk o demokrację zrzucili na moment swe dźwigane co dzień pluszowe krzyże, by przy nerwowym tarmoszeniu krawatów i masowaniu czoła mamrotać o tragedii, jaka spadła na ten kraj.

Klaudyna, jak zauważył K., również była wyraźnie poruszona. W szczerym odruchu swego wrażliwego, współczującego serca wywiesiła na balkonie państwową flagę przewiązaną czarną wstążką. Mariusz w rysującym się przed nim krajobrazie okien sąsiedniego bloku zauważył falujący na wietrze las podobnych flag – rzecz niespotykaną nawet w święto odzyskania niepodległości. Okoliczności jednakże były bezprecedensowe.

– Czy można coś zrobić, jakoś im pomóc? – rzekła nieśmiało Klaudyna. – Biedni ludzie, taka tragedia… Może chociaż jakiś SMS o treści: POMAGAM? – pytała z bólem.

Na nic tu SMS-y, westchnął w duchu Mariusz, nic nie naprawi tego co zniszczone. Mówiły to wyraźnie rozwrzeszczane zazwyczaj, huśtające z rozmachem emocjami opinii publicznej czerwone paski przemykające pracowicie u dołu ekranu stacji informacyjnej – dziś nawet one, choć doskonale obojętne w swej cyfrowej naturze, zdawały się dzielić smutek pogrążonego w bolesnej zadumie narodu. Nagle przerwały swój lament, by poinformować, iż za chwilę rozpocznie się transmisja orędzia prezydenta RP, a także by uprzejmie przypomnieć o obowiązku zapłaty abonamentu radiowo-telewizyjnego w nieprzekraczalnym terminie dwudziestego piątego dnia każdego miesiąca.

Klaudyna i Mariusz czekali zatem z napięciem, a tymczasem świat mimo wszystko nie stanął w miejscu, o czym nieubłaganie przypomniał wepchnięty w tę lukę czasową przez chciwą rękę telewizyjnego nadawcy blok reklamowy. Na dwudziestosiedmiocalowym ekranie pojawiło się zmęczone oblicze młodej kobiety, o ufarbowanych na zielono, postrzępionych włosach oraz zakolczykowanej lewej dziurce od nosa.

Straciłam pracę – zaczęła smętną opowieść. – Zwolniono mnie z biura, gdy zamiast do ksero włożyłam do niszczarki ważne dokumenty. Firma kurierska uznała, że się nie nadaję, bo miałam trzy stłuczki w ciągu pierwszego tygodnia pracy. Nawet do sprzątania nie chciano mnie przyjąć, kiedy kierowniczka zobaczyła, jak trzymam miotłę. – Zielonowłosa westchnęła boleśnie, a potem nagle wzniosła wojowniczo zaciśniętą pięść. – Ale wszystko się zmieniło, zrozumiałam, dlaczego to mnie spotkało, odnalazłam swoją drogę!

Z tymi słowy cały ekran zajęło upstrzone kolorami logo przedstawiające ściskające się dłonie.

Teraz jestem koordynatorką do spraw równości płci. Pomogło mi stowarzyszenie Dwie Lewe, wspierające bezrobotne kobiety LGBTQIA, które wykluczył z rynku pracy opresyjny katolicki patriarchat. Przyłącz się i walcz razem z nami!

Potem już, o czym oznajmił bezcielesny głos spikera, rozpoczęła się transmisja z Belwederu. Na mównicy stanął blady, pomimo alpejskiej opalenizny, prezydent. Spróbował coś powiedzieć, lecz wzruszenie odebrało mu głos. Odchrząknął, przetarł twarz, zaczął raz jeszcze. W tym wyjątkowym momencie nawet najzagorzalsi jego krytycy nie zdecydują się wyszydzać owej niedyspozycji w nadawanych co pół godziny na antenach ich stacji przerywnikach, bowiem także i ich ściskało za gardło niewidzialną ręką owo straszliwe wydarzenie, które zjednoczyło w smutku wszystkich obywateli.

Prezydent wygłaszał przemowę, jak zwykle przypominając Mariuszowi księdza lub przywódcę leśnej partyzantki. Nawet w wywiadach telewizyjnych polityk ów nie mówił, ale właśnie przemawiał, i K. mimowolnie wyobraził go sobie, jak owym natchnionym, pełnym mocy głosem prosi w piekarni o pięć bułek.

Najwyższy urzędnik państwowy przeszedł tymczasem do sedna, nieświadom Mariuszowych rozważań. Łamiącym się głosem oznajmił:

– Proszę państwa, wczorajszego wieczoru na nasz kraj spadł straszliwy cios. Łączę się w bólu ze wszystkimi, których osobiście dotknęła ta tragedia, przede wszystkim z grupką wybranych, którzy do końca walczyli ze wszystkich sił, by odwrócić ów zły los od naszego państwa. Proszę państwa, oddajmy im honor, gdyż robili, co mogli. Niestety, stało się najgorsze…

Prezydent znów przymknął oczy i pokręcił głową w geście wzruszenia. Klaudyna cicho chlipnęła i przytuliła się do Mariusza.

– Proszę państwa, powiem to szybko, żeby nie pogłębiać państwa bólu. Wczoraj nasza reprezentacja przegrała mecz ze Szwecją i odpadła z Euro 2020. W związku z tym ogłaszam trzydniową żałobę narodową.

Nie rzekł nic więcej. Kryjąc w dłoniach twarz, zszedł z mównicy, a realizator pokazał zgromadzonych tłumnie na sali wszelakiej maści dygnitarzy, którzy, jak przystało na reprezentantów umęczonego ludu, przykładnie okazywali na swych obliczach zaordynowaną właśnie przez najwyższego w państwie urzędnika żałobę z powodu narodowej klęski.

8 myśli na temat “Przygody Mariusza K. (21)

  1. Rozbawiłeś mnie 🙂
    Jednego nie rozumiem: co ma lgbt do piłki nożnej? Bo zakładam, że coś ma, skoro jest w jednym tekście.
    Tekst napisany jak zwykle dobrze, można by ewentualnie zmienić jedno „wszystkich:”
    przede wszystkim z grupką wybranych, którzy do końca walczyli ze wszystkich sił
    Ale to w sumie wypowiedź, więc prawdopodobne, że tak mógł powiedzieć.

    ps.
    Dziś, dosłownie dziś, jak jechałem autem, zastanowiłem się, co się z Tobą dzieje, bo dawno nic nie opublikowałeś. A tu proszę 🙂

    Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

    1. Hej, Antoni!

      Od dłuższego czasu straciłem zapał do pisania. Nawet przez moment chciałem rzucić to wszystko w diabły. Ale wracam pomału, biorę się do roboty. W ramach rozruchu po dłuższej przerwie trochę się powyzłośliwiałem nad piłkarskimi lamentami, które dochodzą do mnie dosłownie zewsząd.
      A wątek lgbt tak mi się wmieszał, bo niedawno dowiedziałem się, że w pewnym mieście powstał hostel dla… bezdomnych osób lgbt.

      Dzięki za komentarz.

      Pozdrawiam również.

      Polubienie

      1. Nie wiem, co się stało, że straciłeś zapał, ale moim zdaniem powinieneś pisać dalej. Bo mimo iż ja nie gustuje w fantasy, to wiem, że piszesz naprawdę dobrze. A Twój tekst o związku faceta z wokalistką pamiętam do dziś i to chyba podobało mi się najbardziej.
        Ja wręcz przeciwnie, właśnie kończę kolejną książkę. A w tym roku planuję jeszcze jedną.
        Pisz i się nie przejmuj. Pisz!

        pozdrawiam

        Polubienie

    1. No, no, kogo ja widzę! I cieszę się, że widzę.
      Pan Dobosz ma kryzys. Ale komentarz napisany w czas, bo wkrótce, może w tym tygodniu nawet, coś tu jednak nowego powstanie. Więc zaglądaj, sprawdzaj!

      P.S. Ja wciąż czekam na wywiązanie się z obietnicy.

      G.D.

      Polubienie

      1. Jak zawsze ratuję Pana z opresji. Pora ogłosić zażegnanie kryzysu.

        Radzę dobrze się rozejrzeć, bo ja wywiązuję się z obietnic.

        M.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s