Przygody Mariusza K. (21)

Klaudyna, jak zauważył K., również była wyraźnie poruszona. W szczerym odruchu swego wrażliwego, współczującego serca wywiesiła na balkonie państwową flagę przewiązaną czarną wstążką. Mariusz w rysującym się przed nim krajobrazie okien sąsiedniego bloku zauważył falujący na wietrze las podobnych flag – rzecz niespotykaną nawet w święto odzyskania niepodległości. Okoliczności jednakże były bezprecedensowe.(…)

Fantasmagoria #35 – „Królowa”

Nazywała mnie dziadkiem. Ciekawskie oczy z uwagą obserwowały kolekcję wypełniających mój dom różnorakich cennych przedmiotów, przywiezionych z najdalszych zakątków świata. Nie była w ciemię bita – szybko zorientowała się, kim byłem w młodości. Zadawała mnóstwo pytań. Wieczorami parzyłem sobie gorzkie zioła (alkohol zawsze napawał mnie wstrętem), nabijałem fajkę i opowiadałem, ona zaś siadała na dywanie przy moim fotelu. Nie odrywając ode mnie płonącego wzroku, chłonęła każde słowo.(…)

Fantasmagoria #34 – „Przewrót”

Tej nocy po raz kolejny Er’kara nawiedził Mówca.

Stary ork był świadom jego obecności, jeszcze zanim intruz wtargnął, by ponownie roztaczać przed nim swoje wizje. Nocnego przybysza zawsze zdradzał cichy klekot zawieszonych maleńkich kości.

Mrok spokojnej, cichej nocy zgęstniał. Ciemność zafalowała, otworzyła bezmiar swej głębi i Er’kar runął w otchłań. Spadał, bezcielesny i bezbronny, w milczącym towarzystwie Mówcy. To był jego świat, utkany mocą słów. Tutaj ork nie miał swych mocarnych ramion, którymi mógłby zmiażdżyć słabe ludzkie ciało – był bezwolnym widzem, zmuszonym, by patrzeć.(…)

Fantasmagoria #33 – „Skok”

„Odruchowo spojrzał na następną oddzieloną od nich kilkoma metrami otchłani skałę. Tam również jakaś postać, z pewnością kobieta, trwała w bezruchu. Podobnie jak oni siedziała na płaskim wierzchołku skalnym o średnicy około dziesięciu kroków. Dokoła jak okiem sięgnąć nie było nic poza nieregularnie wyrastającymi owymi wąskimi płaskowyżami, których podstawy ginęły w mglistych ciemnościach. Pod zasnutym ciemno-żółtymi chmurami niebem byli tylko oni, świszczący wśród kamieni wiatr i krakanie, które znów zdawało się przybliżać.(…)”

Przygody Mariusza K. (20)

„Uniesienie skandującego K. udzieliło się całej sali. Ludzie wstawali z miejsc, nagradzali go brawami. Wykładowca skłonił się z szacunkiem. Wreszcie ktoś docenił, pomyślał pokraśniały na twarzy Mariusz, w dodatku nie byle kto – ludzie wykształceni, inteligencja! Zawsze podświadomie czuł w sobie uśpiony potencjał i tylko ów zacofany, skostniały świat w swej poznawczej ciasnocie tłamsił jego samorozwój. Ale my ruszymy z posad tę siermiężną bryłę! – odgrażał się w zaciszu swych snów o potędze.(…)”

Przygody Mariusza K. (19)

„Nadszedł czas i Mariusz wiedział o tym, wyczytał ów fakt – jak co dzień – z oblicza Klaudyny J., a także z jej wyciągniętej, nieznającej sprzeciwu dłoni. Choć nie miał zdolności profetycznych, K. bezbłędnie ujrzał swój przypieczętowany los na liniach papilarnych owej drobnej, tak kochanej rączki. Kapitulując milcząco, położył na niej pilota od telewizora.(…)”

Przygody Mariusza K. (18)

„Mariusz odetchnął z ulgą, lecz zaraz znów zmitygował samego siebie. Z rzadka tylko oddychając, ruszył szybkim krokiem w kierunku piekarni, gdzie oto triumf nieubłagany odnosiła – napiętnowana srodze jako grzech główny – żądza pieniądza nad podniosłym postulatem społecznej sprawiedliwości w zakresie powszechnego odpoczynku od pracy w święto narodowe (…)”

Fantasmagoria #31 – „Na gruzach” (cz. 2/2)

Wielka postać wyszła z półmroku całkowicie bezszelestnie. Masywne ostrze kołysało się złowrogo w rytm kroków Goru. W krysztale miecza odbijał się blask ognia. Szkarłatne oczy też płonęły. Emanująca od pana siła aż przytłaczała. Palce Gazzoba zacisnęły się mocniej na pochodni. Poczuł się mały i słaby. Mimo to popatrzył śmiało w twarz olbrzyma przed sobą.

– Złóż broń i oddaj mi pokłon! – zawołał, starając się ukryć drżenie (…)